Niedługo może się zmaterializować istotne zagrożenie, któremu można jeszcze zapobiec. Otóż w przygotowywanej właśnie przez rząd kolejnej nowelizacji KPC wprowadzony ma zostać na strony reprezentowane przez pełnomocników profesjonalnych obowiązek doręczania sobie nawzajem szeregu pism procesowych (z wyłączeniem ściśle określonych) oraz załączać do pisma do sądu dowodu nadania takiego pisma listem poleconym (art. 132). Jest to regulacja odmienna od tej zawartej w przepisach o postępowaniu gospodarczym, bowiem tam obowiązek ciąży zawsze, a nie tylko wówczas, gdy po przeciwnej stronie stoi pełnomocnik profesjonalny. Abstrahując od celowości takiego rozróżniania, stwierdzić trzeba, że zawarte w projekcie uregulowanie grozi szeregiem problemów, których skutkiem będzie ograniczenie możliwości przedstawienia stanowiska strony przed sądem. Na pierwszy plan wysuwa się kwestia braku oznaczenia chwili, od której na stronie ciąży wskazany obowiązek. Proces cywilny nie zaczyna się przecież od tego, że strony równocześnie się spotykają, ale zaczyna się od tego, że wymieniają pisma. Nie ma też przeciwwskazań, by pełnomocnik jednej ze stron wstąpił do sprawy w toku procesu. W efekcie obowiązek doręczenia mu pism przez stronę przeciwną wymagać będzie od tej strony monitorowania czy po drugiej stronie występuje pełnomocnik profesjonalny. Z perspektywy powoda sprawa wygląda tak, że po doręczeniu pozwanemu odpisu pozwu może on złożyć odpowiedź na pozew. Nic nie stoi na przeszkodzie, by ta odpowiedź nie była wysłana przez pełnomocnika. W efekcie sąd doręczy taką odpowiedź powodowi, który może wystosować replikę. Spodziewać się powinien, że musi ją wysłać jedynie do sądu. Może się jednak zdarzyć – i zdarzać się będzie – że w międzyczasie pozwany umocuje pełnomocnika i replika wpłynie do sądu po tym umocowaniu. Skutkiem będzie zapewne zwrot repliki, która wpłynęła w chwili, gdy obie strony były reprezentowane przez pełnomocników profesjonalnych. Na taki zwrot zażalenie nie przysługuje, a konsekwencje mogą być ogromne.
Z uwagi na to, że proponowane rozwiązanie jest nowe i niestosowane, to należałoby pomyśleć o tym, by strona jasno wiedziała, kiedy musi wysyłać pisma bezpośrednio przeciwnikowi, a kiedy nie. Wydaje się, że najlepszym sposobem byłoby nałożenie na sąd obowiązku poinformowania strony, że od danej chwili musi doręczać pisma pełnomocnikowi strony przeciwnej i wskazać na jaki adres. Wówczas nie byłoby żadnych wątpliwości, a cel w postaci przyspieszenia postępowania zostałby utrzymany.
13 luty 2007 o 18:42 |
W powyższej notce znalazły się nieścisłości:
- “sądy nie będą musiały czekać z rozpoznawaniem sprawy na uiszczenie przez powoda dalszej części
wpisu po wniesieniu sprzeciwu, co przyspieszy postępowanie”
Sądy nie będą musiały, bo nigdy nie musiały, tzn. nigdy nie miały i nie mają do tego
podstawy prawnej (por. art. 20 ust. 2 dawnej UKSC, a obecnie art. 130[3] § 2 kpc
- ” .. po wniesieniu sprzeciwu, sąd powinien wzywać do uiszczenia opłaty pod rygorem egzekucji, a nie zwrotu pozwu ..”
Nie ma takiej alternatywy. Po wniesieniu sprzeciwu sąd wzywa do uiszczenia opłaty w terminie tygodniowym bez żadnego rygoru.
W razie bezskutecznego upływu terminu o obowiązku uiszczenia opłaty sąd orzeka w orzeczeniu
kończącym sprawę w instancji, stosując odpowiednio zasady obowiązujące przy zwrocie
kosztów procesu (art.130[3] § 2 kpc).
15 luty 2007 o 21:08 |
Co do pierwszego zastrzeżenia, to się nie zgadzam, bo sądy czekały i czekają. Ciąży na nich obowiązek wezwania do strony do zapłaty opłaty w terminie 7 dni. Biorąc zatem pod uwagę, że list idzie 3 dni, termin do odbioru jest 14, a potem 7 na zapłatę, to daje ok 3-4 tygodnie oczekiwania. Oczywiście, o ile przyjdzie zwrotka, bo jak się zgubi, to jeszcze raz to samo. Do czasu uzyskania informacji, co z pieniędzmi, nikt oczywiście nie podejmuje żadnych czynności.
Co do drugiego zastrzeżenia, to masz rację, że obecnie rzeczywiście nie ma rygoru egzekucji, który istniał w starej ustawie o kosztach i został zlikwidowany.
21 luty 2007 o 15:29 |
Co do pierwszego punktu, to się nie zgadzam. Być może są sądy, które tak postępują,
jak piszesz, ale jest to praktyka wadliwa, w Poznaniu przynajmniej niespotykana.
Oczywiście, że przewodniczący ma obowiązek wezwać powoda do uiszczenia brakującej części
opłaty w terminie tygodnia. Ale art. 130[3] p. 2 zd. 3 kpc przesądza jedynie o tym, że
brak opłaty nie wstrzymuje biegu postępowania. Absurdalna jest taka interpretacja tego
przepisu, że miałby on zakazywać podejmowania dalszych czynności do czasu wpłynięcia
opłaty, a dopiero gdy się okaże, że opłata jednak nie wpłynęła, to wtedy sąd może podejmować
dalsze czynności. Nonsens.
Obowiązujący stan prawny jest taki, że w razie prawidłowego wniesienia sprzeciwu nakaz zapłaty
traci moc, a przewodniczący wyznacza rozprawę i zarządza doręczenie powodowi
sprzeciwu razem z wezwaniem na rozprawę oraz z wezwaniem do uiszczenia brakującej opłaty
od pozwu (art. 505 p. 1 kpc oraz art. 19 ust. 4 pkt 2 UKSC).
Doprawdy, nie wiem, po co czekać.
Oczywiście ktoś może sobie robić tak, że najpierw wzywa powoda do
uiszczenia brakującej opłaty, a jak miną 3-4 tygodnie i okaże się, że pieniędzy nie ma,
to dopiero wtedy wyznaczy rozprawę, doręczy sprzeciw i wezwanie
na rozprawę. Ale wtedy brak słów na taką praktykę (nie tylko sprzeczną z prawem, ale
zwyczajnie głupią).
21 luty 2007 o 19:27 |
Rzeczywiście sensu w takim działaniu może i nie ma, tyle że przepis stanowi, że dopiero po bezskutecznym upływie wyznaczonego terminu sąd prowadzi sprawę bez wstrzymywania biegu. Sugeruje to, że sąd nie może prowadzić postępowania wcześniej.