Korupcja według Julii Pitery

By Tomasz Waszczyński

Posłanka Julia Pitera napisała artykuł o korupcji, który publikuje Dziennik. Generalnie wynika z niego, że świat posłanki jest bardzo uproszczony. Wydaje się jej, że samymi tylko zmianami w prawie uda się korupcję zwlikwidować. Uważam, że teza ta jest nieprawdziwa, bowiem rozwiązania systemowe nie są wystarczające do zwalczenia korupcji. Jest tak z prostej przyczyny – nie wszystko da się poprawić od razu. Świat zmienia się tak szybko, że zanim proponowana komisja czy inny urząd zdąży się zorientować, gdzie są dziury, to już dawno parę osób weźmie w łapę, a paru inwestorów odniesie niezasłużone korzyści.

Oczywiście rozwiązania systemowe są potrzebne, ale stawianie ich w opozycji do rozwiązań, nazwijmy je siłowych, jest rażącym błędem. Takie stawianie sprawy wskazuje, wedle którego zmiany przepisów mają nas zbawić jest wielce naiwne. Z kolei porównywanie Polski do Singapuru – równie przekomiczne jak powoływanie się jej kolegi na prasę jamajską. Gdzie Rzym, gdzie Krym??

Rozwiązania siłowe są niezbędne po to, by każda osoba potencjalnie narażona na korupcję miała świadomość, że jak weźmie w łapę, to grozi jej kara. Żeby wiedziała, że jej nie ominie sprawiedliwość, że może zostać wyprowadzona na oczach wszystkich i skazana. Bez strachu przed wstydem i karą za korupcję, nigdy się korupcji nie zwalczy.  Oczywiście kwestia czy korupcja będzie zwalczana przez tą czy inną służbę jest kwestią mniej istotną. Ważne jest tylko to, by była to służba, która będzie rzeczywiście zwalczała tę patologię, a nie tylko pozorowała ruchy i udawała, że coś robi. Przy czym pisanie, że szef takiej służby, jeśli będzie powoływany przez sejm, to nie będzie polityczny, a jak powołuje go premier, to jest polityczne, jest śmieszne. Szefowie wybierani przez polityków zawsze będą polityczni i mówienie, że jest inaczej tego nie zmieni. Tak to już w demokracji musi być.

Odpowiedzi: 6 do “Korupcja według Julii Pitery”

  1. L'eszczur mówi:

    Wiesz co – jakos przestalem wierzyc w skutecznosc prawa w chwili gdy zaczelo puchnac niczym pompowana zaba. W chwili obecnej “prawo” jest tak obszerne, ze nie sadze iz ktokolwiek jest w stanie czuwac nad jego egzekucja. A wiadomo, ze nawet najlepsze prawo nie wprowadzone w zycie nic nie znaczy. Ot wczoraj okazalo sie, ze “wedle prawa” (a raczej czyjejs jego interpretacji) wszyscy posiadajacy swoje strony jestesmy przestepcami. Ile jeszcze jest takich przepisow ? Zaloze sie ze setki.
    Z walka z korupcja jest podobnie – mozna napisac dziesiec tysiecy ustaw i wszystkie moga byc genialne, ale zadna nie wejdzie w zycie chociazby dlatego, ze nie zostana uchwalone zadne przepisy wykonawcze.
    Poza tym nie chodzi o wysokosc kary a o jej nieuchronnosc. Mozemy za lapowki wprowadzic nawet kare smierci, a i tak problemu to nie zalatwi do czasu az takie prawo nie bedzie egzekwowane.

  2. Tomasz Waszczyński mówi:

    To chyba nawet nie jest kwestia puchnięcia prawa, tylko jakości jego stanowienia. Rzeczywistość się komplikuje, więc przepisów musi być więcej. To mnie niezbyt martwi. Znacznie gorsze jest jednak to, że przepisy są tworzone na kolanie, przed ignorantów bez praktyki, a potem “ulepszane” przez wszystko wiedzących posłów. No i najgorsza rzecz – w kółko są zmieniane. Aż można szału dostać. Najgorsze, że dotyczy to w dużej mierze wszelkich procedur, a wiadomo jak trudno się przestawić.

  3. L'eszczur mówi:

    A ja mysle ze to sa naczynia polaczone. To, ze obecne rzady sa rzadmi ignorantow, ktorzy trzaskaja ustawy “na akord” to jedno. Akurat takie podejscie jest dosc konsekwentne jesli poparzymy na ustawodawstwo po 89 roku (z niewielkimi zmianami w “jakosci”). Bardziej mnie martwi przekonanie rzadow (obecnych czy przeszlych a pewnie i przyszlych), ze praktycznie kazdy aspekt zycia, nie tylko moze ale i powinien byc kontrolowany przez stosowne przepisy. Oczywiscie konsekwencja tej powszechnej standaryzacji zycia jest generowanie kolejnych bubli. A juz za absolutny skadnal uznaje sytuacje w ktorej Prezydent podpisuje ustawe (nie pamietam juz ktora to byla) i natychmiast kieruje ja do nowelizacji. To juz przekracza ludzkie pojecie i bardziej przypomina oddawanie o duzytku osiedli mieszkaniowych w serialu “Alternatywy 4″ niz tworzenie prawa, ktore ma sluzyc jakiemukolwiek slusznemu celowi.

  4. Tomasz Waszczyński mówi:

    Z jednej strony wydaje mi się, że nie da się na tyle poprawić jakości prawa, by było ono choć średnie, bez zmniejszenia produkcji. Z drugiej strony, gdyby głębiej się zastanawiać nad tym, co i po co trzeba zmienić, to może mniej zmian byłoby koniecznych? I w tym sensie rzeczywiście połączenie tych kwestii byłoby nieodzowne, choć ja wychodziłem z teoretycznego założenia, że nie zmniejszajmy ilości, tylko przekazujemy pisanie ustaw fachowcom i zakazujemy sejmowi grzebania przy projektach. Ale to chyba tylko w teorii można założyć, bo przecież jeśli projekty będą lepszej jakości, to mniej ich będzie musiało być (np. w tym wieku doszło do 56 (pięćdziesięciosześcio!) krotnego nowelizowania kodeksu postępowania cywilnego. Przecież to zupełny absurd)

    Co do ograniczenia roli sejmu, to marzy mi się takie rozwiązanie, w którym sejm jest zmniejszony o połowę, senat zlikwidowany, a posłowie nie mogą w toku prac w parlamencie zmieniać projektów ustaw, tylko zajmują się ich uchwalaniem lub odrzucaniem. Cała zaoszczędzona kasa idzie na opinie prawne w sejmie, płace dla legislatorów rządowych itp. Generalnie jednak, to rząd jest odpowiedzialny za tworzenie przepisów, a nie sejm i jak jakiś projekt okazuje się bublem, to wiadomo, kto za to odpowiada. Robi się oczywiście przetargi dla kancelarii prawnych na pisanie różnych rzeczy i po paru latach wiadomo dokładnie, kto się nadaje, a kto się nie nadaje i mu się zleceń nie powierza (oczywiście trzeba robić stosowne zestawienia).
    Oczywiście, zmiany kodeksów czy nowe kodeksy robione są przez komisje specjalistów, a nie przez rząd. Przewidziana jest szybka ścieżka na nowelizacje związane z orzeczeniami TK i do tego jeszcze jest komórka przy premierze, współpracująca ze społeczeństwem, mediami i przedsiębiorcami, która zajmuje się wyłącznie wychwytywaniem bzdurnych przepisów.

    A ta ustawa, o której piszesz, to zapewne lustracyjna. Akurat w jej wypadku problem polegał na tym, że w sejmie doszło (chyba w trzecim czytaniu) do takich zmian, które powodowały, że prezydent jej nie akceptował, ale nowelizację uchwalono przed wejściem w życie tej pierwszej ustawy (z takim samym terminem obowiązywania), więc można powiedzieć, że nic specjalnego się nie stało. Pewnie gdyby to nie była tak ważna dla rządzących ustawa, to byłoby weto.

  5. tnj mówi:

    Panie Tomaszu, co ma Pan na myśli pisząc, że “to rząd jest odpowiedzialny za tworzenie przepisów, a nie sejm”? Jaki bylby w takiej sytuacji sens istnienia Sejmu w jakiejkolwiek postaci?

    Jesli chodzi o jakosc prawa stanowionego, to podzielam opinie Pana L’eszczura, ze objetosc i liczba rozmaitych aktow prawnych bezposrednio przeklada sie na jakosc. Zalozmy, ze zapominamy na moment o problemach wynikajacych z wszelkich zmian o charakterze koniunkturalnym, a skupiamy sie wylacznie na jakosci w sensie spojnosci, jednoznacznosci i niesprzecznosci. Kto tworzac prawo jest w stanie zapewnic, by to wszystko trzymalo sie kupy? Nie znam sie na tym, Pan pewnie jest zorientowany: czy istnieja w ogole jakies metodologie w prawodawstwie pozwalajace zagwarantowac okreslona jakosc tworzonego prawa?

  6. Tomasz Waszczyński mówi:

    @tnj – pisząc tworzenie, mam na myśli konstruowanie projektów ustaw. Rolą sejmu moim zdaniem jest uchwalanie lub odrzucanie tych projektów. Uzasadnieniem tego stanowiska jest to, że konstruowanie przepisów jest niezwykle skomplikowane i nie powinni się tym zajmować laicy, tylko specjaliści, których z oczywistych względów wśród posłów prawie nie ma.

    Co do jakości – jest takie rozporządzenie prezesa rady ministrów w sprawie zasad techniki prawodawczej (Dz. U. z 2002 r., nr 100, poz. 908). Myślę, że wystarczyłoby od tego zacząć i ściśle przestrzegać określonych tam zasad, by było lepiej. Nie jest to jednak wystarczające. Niezbędne są bowiem jak najszersze konsultacje. Projekty powinny być wieszane na stronach internetowych i każdy powinien mieć możliwość zgłaszania uwag. Że dużo przyjdzie? A czy dobre prawo nie jest warte zatrudnienia dwóch, a może i dwudziestu albo dwustu osób, które zajmować się będą tylko odsiewaniem syfu? Moim zdaniem warto. Poza tym można skonstruować formularz, który będzie znacznie upraszczał analizę zgłaszanych uwag.

Dodaj komentarz