Archive for the ‘doręczenia’ Category

Sąd elektroniczny

5 lutego 2008

Wielkie zaniepokojenie wzbudza we mnie pomysł wprowadzenia sądu elektronicznego dla rozpoznawania niektórych (w zamyśle – prostych, w rzeczywistości – różnie to bywa) spraw cywilnych. Uważam ten pomysł – w jego obecnym i wyobrażalnym kształcie – za szkodliwy. Być może miałbym o nim inne zdanie, gdybym posiadał więcej informacji. Nie jest to jednak możliwe, gdyż nie mam „wejść” w Ministerstwie Sprawiedliwości, a na jego stronie można znaleźć jedynie króciutką wzmiankę na ten temat w dokumencie pt. „Informacja o zamierzeniach legislacyjnych”. Napisano tam, że: „Istotą projektu będzie stworzenie jednego ogólnokrajowego sądu, do którego wnoszone byłyby pozwy w formie elektronicznej (bez dołączania dowodów) i którego orzeczenia uprawomocniałyby się w wypadku braku sprzeciwu bądź zarzutów, zaś w razie ich wniesienia pozwy byłyby przekazywane do rozpoznania sądowi właściwemu miejscowo”.

Media podchwyciły ten pomysł dość chętnie, choć jego wprowadzenie ma mieć miejsce dopiero w 2010 r., co – biorąc pod uwagę opóźnienia we wszelkiego rodzaju informatycznych wdrożeniach – może oznaczać, że nastąpi to dopiero po wyborach parlamentarnych. Oczywiście, jeśli Platforma ponownych wyborów nie wygra, to pomysł ten w ogóle może być wyrzucony do kosza.

Z pojawiających się artykułów na ten temat wynika znacznie więcej niż z informacji ministerialnej, aczkolwiek trudno stwierdzić, co jest prawdą, a co nie. W szczególności autorzy piszą, że sąd elektroniczny objąć ma jedynie sprawy z postępowania upominawczego, z wyłączeniem postępowania nakazowego (to sugeruje ministerstwo pisząc o zarzutach), a także, że akta takich spraw miałyby być prowadzone w formie elektronicznej. Niższe mają być opłaty za wniesienie pozwu tą drogą, a nakazy zapłaty mają być przekazywane komornikom drogą elektroniczną.

W związku z powyższym jawi się szereg pytań, na które Ministerstwo Sprawiedliwości powinno, w moim przekonaniu, publicznie odpowiedzieć, przed prowadzeniem dalszych prac nad pomysłem. Publicznie dlatego, by nie prowadzić w zaciszu gabinetów prac, które doprowadzić mogą do powstania potworka. Poniższe pytania są stosunkowo ogólne. Odpowiedź na pewne z nich uczyni inne bezprzedmiotowymi, ale postawi nowe. Stąd warto byłoby się nad nimi zastanowić.

1. Jeśli pozwy mają być wnoszone bez załączanych dowodów, jak sugeruje Ministerstwo, to dlaczego nakazy zapłaty mają wydawać referendarze, a nie komputer? Byłoby o rozwiązanie o wiele tańsze, a na prawa pozwanego nie wpływałoby to w żaden sposób. Z samego pozwu nie wynika przecież zasadność roszczenia. Do jej analizy, do uznania czy żądanie budzi czy nie budzi wątpliwości, konieczne jest powiązanie treści pozwu z dowodami. Brak dowodów powoduje, że nie ma czego weryfikować i praca jest automatyczna, więc nie musi jej wykonywać człowiek.

2. Obawiam się, że brak dowodów oznacza, iż każdy wierzyciel otrzyma przywilej idący znacznie dalej niż bankowy przywilej wystawiania bankowych tytułów egzekucyjnych. Czy tak będzie? Jeśli na samym tylko oświadczeniu powoda miałby bazować sąd, to wymiar sprawiedliwości stanie się fikcją, a każdy będzie mógł uzyskać dowolne orzeczenie zasądzające. Co gorsza – część z nich zostanie skierowana do egzekucji, mimo że będzie bezzasadna i może rodzić daleko idące skutki.

3. Czy rozważano, jaki wpływ na skalę wnoszonych sprzeciwów będzie miało to, że pozwany nie będzie wiedział, na podstawie jakich dokumentów dochodzone jest od niego roszczenie? Aktualnie wiele sprzeciwów nie jest wnoszone zapewne dlatego, że pozwany ma świadomość, że jest winien, gdyż dostaje fakturę, którą dostał wcześniej pocztą. Porównuje sobie oba dokumenty i nie ma wątpliwości, że wszystko się zgadza. W sytuacji, gdy tej faktury z pozwem nie dostanie, to istnieje ryzyko drastycznego wzrostu ilości sprzeciwów. Gdyby tak się stało, to cały system straci sens.

4. W jakiej formie będzie dostarczany pozew pozwanemu? Zapewne w drukowanej. Czy w związku z tym rozważano wysokość kosztów wyposażenia sądu w drukarnię? I czy koszty druku pozwów prywatnych firm mam ponosić ja, jako podatnik, czy też wierzyciel (tak jest obecnie) lub dłużnik (tak teoretycznie mogło by być)?

5. Czy wydany bez dowodów nakaz zapłaty będzie nakazem zapłaty, o którym mowa w art. 353(1) i (2) Kpc? Jeśli tak, to czy rozważano konsekwencje wynikające z prawomocności takiego nakazu i dopuszczalnymi środkami obrony dłużnika? Czy rozważano konstytucyjne prawo dłużnika do obrony w procesie, które w moim przekonaniu byłoby ograniczone w stopniu pozwalającym na zakwestionowanie konstytucyjności sądu elektronicznego? Jeśli dłużnik nie wie, na podstawie jakich dowodów wydano orzeczenie, to musi się odwołać, by je uzyskać. Wymuszono by więc na obywatelach, spółkach itd. obowiązek spodziewania się pozwu w każdym czasie. Nawet bowiem najbardziej absurdalne żądania byłyby uwzględniane. Co więcej – wymuszono by konieczność działania pozwanych, gdyż Państwo jako takie nie prowadziłoby nawet wstępnej weryfikacji żądań. Sądzę, że jest to nie do przyjęcia w świetle konstytucyjnego prawa do sądu.

Mając na uwadze powyższe względy sądzę, że pozwy bez dowodów nie przejdą. Będą one musiały być załączane w formie elektronicznej do pozwu i na tej podstawie referendarze będą wydawać nakazy, badając czy żądanie nie budzi wątpliwości. Byłoby to rozwiązanie o niebo lepsze, aczkolwiek mam wątpliwość czy tańsze od obecnego, które lekko by zmodyfikowano (o czym dalej).

Otóż także w rozwiązaniu z dowodami pojawia się pytanie, kto ma drukować odpisy pozwu z załącznikami i dlaczego miałby to robić sąd? Jeśli pozew będzie drukowany, to jeśli nie zostanie doręczony pozwanemu i wróci do sądu, to trzeba go będzie gdzieś przechowywać. Obecnie robi się to w aktach papierowych. Jak byłoby w nowym rozwiązaniu? Nie wiadomo. Jasne jest jednak, że będzie to kosztować.

Dalej – zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego nakazy zapłaty miałyby być przesyłane z sądu do komornika. Przecież to nie sąd, lecz wierzyciel jest gestorem postępowania egzekucyjnego i do wszczęcia tego postępowania niezbędny jest jeggo wniosek. Wierzyciel może nie chcieć kierować sprawy do egzekucji z uwagi na spłatę zadłużenia. Czy musiałby w takiej sytuacji informować sąd o tym fakcie? Nawet gdyby, to nikt by tego nie robił, bo to absurd, nie mówiąc o tym, że sąd musiałby zarządzać takimi informacjami. W efekcie do komorników trafiałaby masa nakazów zupełnie niepotrzebnie. Co więcej, aby nakaz trafił do odpowiedniego komornika, to wierzyciel musiałby już w pozwie go wskazać. A jeśli tego nie zrobi, to co? Automat przyjmujący pozwy elektroniczne nie pozwoli na wykorzystanie tej drogi? Byłoby to nielogiczne. Z drugiej strony, jeśli nakaz zapłaty nie będzie przesyłany przez sąd do komornika, to musiałby być przesyłany do wierzyciela. Jeśli będzie w formie elektronicznej, to w takiej samej formie będzie musiał być wysłany do komornika, gdyż wydrukowanie takiego nakazu unicestwi jego urzędowość. Dalej – jak okazywać dłużnikowi w trakcie czynności egzekucyjnych oryginał tytułu wykonawczego (por. art. 805 par. 2 Kpc)? Wozić laptopa prócz akt? ;] A poza tym, kto mu uwierzy, że to coś w komputerze, to tytuł wykonawczy? Przecież każdy sobie może coś takiego zrobić, a zapewne dla przeciętnego obywatela, jak coś nie jest na papierze, to nie istnieje. W sumie sądzę, że łącznie z wprowadzeniem sądu elektronicznego należałoby wdrożyć egzekucję elektroniczną. Czy rozważano tę kwestię? Wątpliwe.

Kwestią drugorzędną w tej sytuacji, są nakłady, które trzeba będzie poczynić na systemy bazodanowe, sprzęt komputerowy, superwydajne drukarki, toner itd., aby sąd elektroniczny mógł w ogóle działać. Konieczność przygotowania i przeprowadzenia przetargów w tym zakresie już budzi wątpliwość czy w ogóle takie rozwiązanie spowoduje jakieś oszczędności.

Tymczasem radykalne ograniczenie pracy sądów w postępowaniu upominawczym jest do osiągnięcia poprzez wprowadzenie dwóch przepisów i jednego rozporządzenia. Pierwszy przepis zobligowałby powoda do dołączania do pozwu wypełnionego wzoru nakazu zapłaty, drugi przepis wprowadzałby delegację dla Ministra Sprawiedliwości do ustalenia wzoru nakazu zapłaty, a rozporządzenie ustaliłoby taki wzór. Na skutek tego rozwiązania praca sądów w postępowaniu upominawczym do czasu wydania nakazu zapłaty sprowadziłaby się do tego, że referendarz sprawdziłby czy żądanie pozwu odpowiada treści załączonego projektu nakazu oraz czy z załączonych dowodów nie wynika, że żądanie budzi wątpliwości. Gdyby wszystko grało, to przybijałby swoją pieczątkę imienną (mogłaby być połączona z sądową, dla zmniejszenia ilości pracy), podpisywał się i już. Nakaz wydany – można wysłać.

Można byłoby też ograniczyć pracę jeszcze bardziej i nie doręczać nakazu zapłaty wierzycielowi przed jego uprawomocnieniem się. Dopiero wówczas, po nadaniu klauzuli wykonalności, tytuł wykonawczy byłby wysyłany wierzycielowi.

Generalnie sądzę, że w obecnie istniejące rozwiązania rozwiązania są na tyle dobre, że wystarczy je dopracować, by minimalnym kosztem osiągnąć spadek kosztów funkcjonowania sądu oraz poprawić szybkość procedowania, bez utraty gwarancji procesowych pozwanych.

PS. Jak właśnie przeczytałem (22:25), Rząd przyjął dziś założenia do tego projektu. Wyjaśniają one podstawową kwestię – pozwy mają być wnoszone bez dowodów, natomiast w pozwie ma znaleźć się dokładny opis stanu faktycznego (cokolwiek to oznacza). Reszta wskazanych przeze mnie kwestii nie została jak dotąd rozstrzygnięta.

Reklamy

Sprawa inwigilacji prawicy

25 czerwca 2007

Media donoszą, że prokuratura spóźniła się z wniesieniem apelacji w sprawie inwigilacji prawicy. Sprawa wydaje się ciekawa, gdyż nie jest chyba do końca jasne od kiedy należy liczyć w tej sprawie termin.Zgodnie z art. 432 § 2 Kpk Wyrok z uzasadnieniem doręcza się stronie, która złożyła wniosek o uzasadnienie, przy czym stosuje się do doręczeń przepis art. 100 § 5 Kpk, który brzmi:  Jeżeli sprawę rozpoznano z wyłączeniem jawności ze względu na ważny interes państwa, zamiast uzasadnienia doręcza się zawiadomienie, że uzasadnienie zostało sporządzone.

W świetle tych przepisów nie ma jak dla mnie jasności czy art. 100 Kpk będzie miał zastosowanie tylko wówczas, gdy cała sprawa została rozpoznana z wyłączeniem jawności czy też  wystarczy, aby utajniono  choćby jej fragment, np. jakieś przesłuchanie.

Rozwikłanie tego problemu ma oczywiście kolosalne znaczenie, bowiem przypadków, w których utajniana jest cała rozprawa jest znacznie mniej niż tych, w których utajniono tylko jej część. W sprawie inwigilacji prawicy nie mam dokładnych danych, ale wydaje się, że tylko częściowo utajniana była rozprawa, bo przypominam sobie informacje o utajnieniu zeznań Jarosława Kaczyńskiego. Wnioskuję, że gdyby cała rozprawa była tajna, to byłoby oczywiste, że i jego zeznania, więc nie trzeba byłoby specjalnie ich utajniać.
Z samego tekstu art. 100 § 5 Kpk wydaje się wynikać, że stosuje się go tylko wówczas, gdy utajniono całą sprawę. Wynika to w mojej ocenie z użytego sformułowania „sprawę rozpoznano z wyłączeniem jawności”. Sprawa ma charakter szerszy niż rozprawa i należy ją rozumieć jako wszystkie czynności podejmowane w toku postępowania. Przy takim założeniu termin 14 dniowy na wniesienie apelacji w sprawach, w których wyłączono jawność tylko częściowo, biegłby zgodnie z zasadami ogólnymi od dnia doręczenia wyroku wraz z uzasadnieniem stronie.

Z drugiej jednak strony celem regulacji zamieszczonej w art. 100 § 5 Kpk jest ochrona informacji niejawnych, mających istotne znaczenie dla interesu państwa. W związku z tym każda taka informacja powinna być chroniona w takim samym stopniu, bez względu na to czy pojawia się ona w toku sprawy przez chwilę czy też występuje podczas całego postępowania. Z tej perspektywy patrząc należałoby przyjąć, że utajnienie choćby części postępowania ze względu na ważny interes państwa winno powodować, że uzasadnienia nie doręcza się, a można je jedynie przeczytać w kancelarii tajnej sądu.

Osobiście skłaniam się do drugiego poglądu. Jeśli Sąd Apelacyjny również zajmie takie stanowisko, to będzie to oznaczało, że apelacja w sprawie inwigilacji prawicy nie zostanie rozpoznana, a prokurator, który do tego dopuścił zapewne będzie musiał tłumaczyć się przed sądem dyscyplinarnym z uchybienia obowiązkom służbowym.

Doręczanie pism w toku procesu

9 kwietnia 2007

W przygotowywanej przez rząd kolejnej nowelizacji KPC, zmieniony zostać ma art. 132 Kpc, dotyczący doręczania pism w toku postępowania, którego brzmienie w interesującym zakresie, tj. w § 1, będzie następujące:

„Art. 132 § 1. W toku sprawy strony reprezentowane przez adwokata, radcę prawnego lub rzecznika patentowego obowiązane są doręczać bezpośrednio sobie nawzajem odpisy pism procesowych z załącznikami. Do pisma procesowego wniesionego do sądu dołącza się dowód doręczenia jego odpisu albo dowód wysłania go przesyłką poleconą. Pisma, do których nie dołączono dowodu doręczenia albo dowodu wysłania przesyłką poleconą, podlegają zwrotowi bez wzywania do usunięcia tego braku.”.

            Obecnie natomiast art. 132 § 1 Kpc brzmi:

Art. 132 § 1. W toku sprawy adwokaci i radcy prawni mogą doręczać sobie nawzajem pisma bezpośrednio za potwierdzeniem odbioru i oznaczeniem daty.

Jak łatwo zauważyć projektodawca planuje przerzucić na strony koszty doręczania pism procesowych sporządzanych w toku postępowania ze Skarbu Państwa na strony postępowania. Rozwiązanie to jest kontrowersyjne, ale można uznać, że do przyjęcia, bowiem strona, która poniesie koszty takich doręczeń będzie mogła domagać się zasądzenia ich zwrotu na podstawie art. 98 Kpc.

Projektowana regulacja jest jednak obarczona wadą, która w mojej ocenie powoduje, iż nie powinna zostać przyjęta. Dla pełniejszego uwypuklenia problemu konieczne jest porównanie planowanej regulacji z regulacją stanowiącą wzór, tj. z art. 479(9) Kpc, który stanowi w § 1, że:  

§ 1. W toku sprawy strona reprezentowana przez adwokata, radcę prawnego, rzecznika patentowego lub Prokuratorię Generalną Skarbu Państwa jest obowiązana doręczać odpisy pism procesowych z załącznikami bezpośrednio stronie przeciwnej. Do pisma procesowego wniesionego do sądu strona dołącza dowód doręczenia drugiej stronie odpisu pisma albo dowód wysłania go przesyłką poleconą. Pisma, do których nie dołączono dowodu doręczenia albo dowodu wysłania przesyłką poleconą, podlegają zwrotowi bez wzywania do usunięcia tego braku.

Różnice między art. 132 § 1 Kpc po nowelizacji i art. 479(9) § 1 Kpc są zatem takie, że w postępowaniu gospodarczym strona, która jest reprezentowana przez pełnomocnika profesjonalnego obowiązana będzie doręczać przeciwnikowi pisma procesowe zawsze, natomiast w postępowaniu zwykłym strona reprezentowana przez pełnomocnika obowiązana będzie doręczać przeciwnikowi pisma procesowe tylko wówczas, gdy strona i jej przeciwnik są reprezentowani równocześnie przez adwokata, radcę prawnego lub rzecznika patentowego.

Pierwszy wada dotyczy niezrozumiałego wyłączenia z zakresu podmiotów obowiązanych do bezpośredniego doręczania przeciwnikowi pism  procesowych Prokuratorię Generalną Skarbu Państwa, co powoduje, że pozycja stron jest nierówna i poddaje w wątpliwość konstytucyjność takiego rozwiązania.

Druga wada dotyczy nienależytej regulacji momentu, od którego strona jest obowiązana doręczać przeciwnikowi pisma procesowe. W postępowaniu gospodarczym wszystko jest jasne, bowiem obowiązek ten powstaje z chwilą ustanowienia przez samą stronę profesjonalnego pełnomocnika. Tymczasem w postępowaniu zwykłym obowiązek ten powstanie wówczas, gdy przeciwnik strony reprezentowanej przez profesjonalnego pełnomocnika ustanowi takiego profesjonalnego pełnomocnika. Rodzi się w związku z tym pytanie, która chwila będzie właściwa do oceny, czy strona, która wysłała pismo procesowe była obowiązana do doręczenia go bezpośrednio przeciwnikowi (a właściwie pełnomocnikowi przeciwnika)?

Powstają trzy możliwości. Pierwsza jest taka, że obowiązek doręczania pisma bezpośrednio przeciwnikowi powstanie z chwilą, gdy strona, która wysyła pismo dowiedziała się o tym, że przeciwnik ma pełnomocnika. Druga możliwość jest taka, że obowiązek powstanie, gdy sąd dowie się, że przeciwnik strony, która wysłała pismo ma pełnomocnika. Trzecia z kolei możliwość jest taka, że obowiązek ten powstanie z chwilą, gdy strona która chce wysłać pismo mogła się dowiedzieć, że przeciwnik ustanowił pełnomocnika.

Osobiście uważam, że jedynym nieograniczającym praw strony rozwiązaniem jest rozwiązanie pierwsze. Nie zmusza ono bowiem strony do dodatkowych działań przed wysłaniem pisma (z wyjątkiem tego, że trzeba iść dwa razy na pocztę – raz, by wysłać pismo do przeciwnika i drugi raz, by wysłać pismo ze skopiowanym potwierdzeniem nadania do sądu). Jasne jest również, że strona dowiaduje się o tym fakcie na rozprawie lub w chwili odebrania pisma, z którego wynika ustanowienie pełnomocnika.

Niestety sądzę jednak, że przy tak skonstruowanym przepisie praktyka pójdzie w stronę ograniczającą w moim przekonaniu prawo do sądu, tj. wybierając wersję drugą lub trzecią. Wersje te skutkować będą tym, że pisma strony, która nie wie o tym, że przeciwnik ustanowił pełnomocnika (bo np. stało się to na rozprawie, na której strony nie było), wysłane z odpisami do sądu, a nie bezpośrednio do przeciwnika, będą zwracane bez wzywania do uzupełnienia braków. W związku z tym zapobiegliwy pełnomocnik będzie zmuszony albo dzwonić do sekretariatu pytać czy w sprawie jest ustanowiony pełnomocnik, albo chodzić do sekretariatu i oglądać akta w tym samym celu. Spowoduje to konieczność obsługi przez sekretariat rzeszy interesantów i oderwanie od normalnej pracy. Skutek będzie taki, że cel, którym jest szybkość postępowania, nie zostanie osiągnięty, gdyż pracownicy sekretariatu będą mieli mniej czasu na codzienną pracę.