Archive for the ‘kodeks karny’ Category

Przestępstwo naruszenia miru domowego

23 czerwca 2007

Jak wiadomo od paru dni w kancelarii premiera przebywają cztery pielęgniarki, które nie chcą opuścić tego lokalu z przyczyn dość dla mnie niejasnych. Z informacji dobiegających z mediów wynika, że najważniejszą z nich jest ta, iż premier nie chce z nimi rozmawiać w miejscu i czasie przez pielęgniarki wybranym, tylko stawia swoje warunki.

Tymczasem zgodnie z art. 193 Kodeksu karnego kto wbrew żądaniu osoby uprawnionej nie opuszcza domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Czyn taki jest zatem przestępstwem, o ile jest popełniony umyślnie, a jego społeczna szkodliwość jest wyższa niż znikoma.

Z punktu widzenia prawa karnego, nie ma zatem znaczenia dla oceny bezprawności czynu, jakimi motywacjami kieruje się osoba, która mimo wyraźnego żądania osoby uprawnionej, nie opuszcza lokalu, w którym się znajduje nie mając do tego prawa. Motywy te byłyby natomiast uwzględniane przy ustalaniu społecznej szkodliwości i ewentualnie wysokości kary, gdyby okazało się, że społeczna szkodliwość jest wyższa niż znikoma.

Trudno zatem oceniając sprawę z punktu widzenia przepisów i odrzucając uprzedzenia polityczne uznać, że zachowanie pielęgniarek jest bez zarzutu. Ratio legis przestępstwa z art. 193 Kk jest ochrona osoby władającej lokalem czy mieszkaniem przed koniecznością znoszenia w nim obecności osoby nieuprawnionej i wezwanej do opuszczenia.  Z tego punktu widzenia nie dziwi mnie zupełnie stanowisko premiera, który oczekuje, że osoby naruszające prawo zaprzestaną tego i opuszczą teren kancelarii.

Uważam jednak, że zupełnie niepotrzebne byłoby stosowanie na tym etapie sprawy, siły przy ich usuwaniu. Sądzę bowiem, że premier (czy też zarządca – w każdym razie osoba uprawniona do zarządzania terenem kancelarii) winien jedynie oficjalnie zawiadomić prokuraturę o popełnieniu przestępstwa (choć faktycznie prokuratura powinna wszcząć postępowanie z urzędu, bowiem przestępstwo z art. 193 Kk jest ścigane z oskarżenia publicznego, więc wniosek nie jest potrzebny – wystarczy uzasadniona informacja). Wówczas prokuratura powinna wszcząć postępowanie wyjaśniające i wezwać na przesłuchanie osoby znajdujące się w kancelarii. W razie ich niestawiennictwa, powinna zastosować przewidziane prawem środki dyscyplinujące świadków, z których ostatecznym jest doprowadzenie przez policję. Sądzę bowiem, że dopiero wówczas zasadne byłoby użycie przymusu. Byłoby to jednak motywowane nie tym, że pielęgniarki nie chcą opuścić terenu kancelarii, ale tym, że nie stawiają się na wezwanie uprawnionego organu celem złożenia zeznań.

Reklamy

Rejestracja tytułu prasowego – wyrok TK

21 lutego 2007

Trybunał Konstytucyjny uznał dziś, że art. 45 Prawa prasowego, stanowiący, że kto wydaje dziennik lub czasopismo bez rejestracji podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności jest zgodny z art. 31 ust. 3 Konstytucji. Przepis ten stanowi, że ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

Jestem ogromnie zaskoczony tym orzeczeniem, gdyż byłem przekonany, że sankcja karna za wydawanie dziennika lub czasopisma bez rejestracji jest grubo przesadzona. Co więcej – uważam, że rejestrowanie dzienników czy czasopism w ogóle nie jest potrzebne. Nie tylko władzy, ale nikomu. Jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć, jakie wydawane są czy były dzienniki lub czasopisma, to może zajrzeć do katalogu np. Biblioteki Narodowej czy Uniwersytetu Warszawskiego. W moim przekonaniu nie ma zatem żadnej potrzeby, by władza publiczna posiadała katalog dzienników i czasopism, bowiem na podstawie samego katalogu i tak nie można stwierdzić czy ktoś wydaje nieprawomyśle publikacje ani takim publikacjom zapobiec.

Z ogromnym zainteresowaniem zajrzałem więc na stronę TK, by dowiedzieć się, jakie były motywy podjętej decyzji. Na marginesie – chwała Trybunałowi za to, że publikuje coś na kształt skróconej formy ustnych motywów wydanego orzeczenia. Dzięki temu od razu po rozstrzygnięciu można mieć bliższy, niż ten oparty jedynie na treści z pytania prawnego czy skargi oraz sentencji orzeczenia, pogląd na sprawę. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby w każdej sprawie publikowano też pytanie prawne lub złożoną skargę.

Wracając do motywów, to są one co najmniej tak zaskakujące jak samo orzeczenie. Otóż w ocenie Trybunału: „wprowadzenie odpowiedzialności karnej za wydawanie dziennika lub czasopisma nie może być uważane za zniechęcające czy krepujące dla korzystania z konstytucyjnych wolności”. Ciekaw jestem – dlaczego nie może? Mnie by zdecydowanie to zniechęcało i krępowało, gdybym musiał się rejestrować tylko dlatego, że chcę wydawać gazetkę szkolną. Trybunał dalej stwierdza, że: „dokonanie rejestracji nie jest bowiem zbyt skomplikowane i mieści się w ogólnie przyjętym trybie zgłoszeniowym”. W moim przekonaniu Trybunał mija się z problemem. Kluczem nie jest bowiem to, czy dana czynność jest skomplikowane czy nie jest, tylko to czy jest ona w ogóle potrzebna? A jeśli jest potrzebna, to czy groźba sankcji karnej za jej niedokonanie – w konkretnym przypadku za niezarejestrowanie pisma – czyli groźba uznania kogoś za przestępcę jest adekwatna do wagi zaniechania? Czy skutek w postaci uznania za przestępcę jest proporcjonalny do popełnionego zaniechania? I nie chodzi tutaj wyłącznie o sankcję karną w postaci grzywny czy kary ograniczenia wolności. Chodzi o to, że osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo jest wyłączona z życia publicznego w bardzo szerokim zakresie, gdyż nie będzie mogła sprawować szeregu funkcji

Tymczasem Trybunał stwierdza, że nie dokonywał oceny konstytucyjnej samej odpowiedzialności karnej jako sankcji za niedokonanie rejestracji dziennika lub czasopisma, lecz odpowiedział na pytanie czy odpowiedzialność karna nie zniechęca do rejestracji tytułu prasowego. A cóż to za problem? Jednego odpowiedzialność karna zniechęca, a innego nie. Nie jest rzeczą Trybunału, decydować o czyichś odczuciach, tylko decydować o prawie.

Dla mnie sprawa była bardzo prosta. Wystarczyło ustalić czy obowiązek rejestracji zagrożony sankcją karną ogranicza wolność słowa. Odpowiedź była dla mnie oczywista, bo każda sankcja ogranicza wolność słowa, a karna w szczególności. Pytanie więc czy to ograniczenie jest konieczne dla zapewnienia bezpieczeństwa lub porządku publicznego w demokratycznym państwie? A może jest konieczne dla zdrowia i moralności publicznej, ochrony środowiska albo wolności i praw innych osób? Ja odpowiadam na te pytania negatywnie.

Dalej – czy istnienie rejestru wpływa na zapobieżenie jakimś patologiom, związanym ze wskazanymi wartościami? Czy brak konieczności rejestracji spowodowałby zagrożenie dla moralności publicznej albo praw innych osób? Fakt nie byłoby wiadomo, kto jest wydawcą danego pisma, które obraziło parę osób. Ale czy nie da się tego ustalić w inny sposób? Nie zmuszając legalnie działających do ponoszenia zbędnych wydatków na opłatę rejestracyjną i koszty sporządzenia wniosku? Grożąc im, że jeśli tego nie zrobią, to będą przestępcami? W moim przekonaniu brak rejestru niczego by nie zmienił. Kto chce wydawać nielegalne pisma, to i tak wydaje. Okoliczność rejestracji nie ma przecież na to wpływu. Tym bardziej, że dla takich osób, grożąca sankcja jest śmiesznie niska.

Ciekaw jestem niezmiernie uzasadnienia i bardzo się go obawiam zarazem. Dotychczasowe informacje nie nastrajają optymistycznie. Chciałbym, żeby się okazało, że przedstawione argumenty będą choć trochę merytoryczne i że Trybunał nie przeszedł koło tematu. Wrócę do sprawy.

Pogryzienie człowieka przez psa

11 lutego 2007

Trafiłem dziś zupełnie przypadkowo na orzeczenie Sądu Najwyższego dotyczące pogryzienia człowieka przez psa. Uświadomiło mi ono, jak dalece nierozważne i ryzykowne są zachowania właścicieli psów, którzy wyprowadzają je bez smyczy i kagańca.

Na pierwszy rzut oka, nie ma przepisu karnego, który pozwalałby na skazanie właściciela psa za to, że pogryzł on inną osobę.

Oczywista dla poszkodowanego jest jedynie ochrona w prawie cywilnym. Art. 431 Kc konstruuje odpowiedzialność właściela, opartą na zasadzie winy w nadzorze, za szkody wyrządzone przez zwierzę. Na tej podstawie, jeśli właściciel nie dopełnił obowiązków ciążących na nim przy chowaniu psa, bedzie odpowiadał za wyrządzoną przez psa szkodę.

Istnieje też przepis art. 77 Kw, stanowiący, że kto nie zachowuje właściwych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 zł lub nagany. Sankcja jest niezmiernie niska, w związku z tym przepis nie wydaje się mieć specjalnego znaczenia dla pokrzywdzonego.

W sytuacji pogryzienia człowieka przez psa, mamy jednak do czynienia z uszkodzeniem ciała, a zatem nie byłoby specjalnie zrozumiałe, gdyby właściciel odpowiedzialny za takiego psa nie ponosił żadnej odpowiedzialności karnej. Każdemu grozi bowiem odpowiedzialność karna za tak nieistotny w skutkach czyn jak udzerzenie drugiego, które nie wywołuje żadnych uszkodzeń ciała (art. 217 Kk).

Ustawodawca nie pozostał jednak obojętny wobec uszkodzeń ciała wywołanych przez psy. Art. 157 § 3 Kk stanowi, że każdy, kto nieumyślnie powoduje naruszenie czynności ciała lub rozstrój zdrowia podlega karze. Jest to przestępstwo, które może być popełnione, co oczywiste, przez działanie, jak i – co wzbudza pewne wątpliwości – przez zaniechanie. Możliwość popełnienia wskazanego przestępstwa przez zaniechanie wynika ze wskazanego na wstępie wyroku Sądu Najwyższego. Z pewnymi zastrzeżeniami przyjmuje je również B. Michalski w Komentarzu do Kodeksu Karnego (Kodeks Karny, część szczególna, Komentarz do art. 117-221, tom I, Warszawa 2004, str. 324-325), zaznaczając, że odpowiedzialność taka jest ograniczona do osób, na których ciąży prawny, szczególny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi (art. 2 Kk).

Zastrzeżenie to dla właściciela psa niczego jednak nie zmienia. Ciąży na nim bowiem z mocy Kodeksu cywilnego, obowiązek neutralizacji niebezpieczeństw pochodzących od psa zwierzęcia w stosunku do wszystkich osób i wszelkiego mienia.

W efekcie, jeśli właściciel dopuści do tego, że jego pies pogryzie jakiegoś innego człowieka, to będzie on ponosił odpowiedzialność karną za taki czyn. Będzie to przestępstwo nieumyślne, popełnione przez zaniechanie i będzie ono ścigane z oskarżenia publicznego, jeśli uszkodzenia ciała będą na tyle istotne, że będą trwać ponad 7 dni. Jeśli natomiast uszkodzenia będą trwały krócej, to wówczas ściganie odbywało się będzie z oskarżenia prywatnego. Skazanie za taki czyn oznaczać będzie, że dany właściciel stanie się przestępcą, z wszelkimi związanymi z tym skutkami.

Pan wojewoda mazowiecki

1 lutego 2007

Słuchałem właśnie konferencji prasowej wojewody mazowieckiego. Pan wojewoda przygotował się nieźle, ale pewnych szczegółów nie doczytał.

Prawdą jest, że nie został skazany wyrokiem karnym za przestępstwo prowadzenia roweru w stanie nietrzeźwości. Nic nie wskazuje, by miało być inaczej. Z wypowiedzi w trakcie konferencji wynika bowiem, że postępowanie wobec niego zostało warunkowo umorzone na okres próby wynoszący dwa lata.

Warunkowe umorzenie postępowania oznacza, że oskarżony zostaje uznany za winnego zarzucanego mu czynu – w tym wypadku jazdy rowerem w stanie nietrzeźwości – lecz nie zostaje skazany za ten czyn. Warunkowe umorzenie jest dopuszczalne wówczas, gdy wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a postawa sprawcy nie karanego wcześniej za przestępstwo umyślne, jego właściwości i warunki osobiste oraz dotychczasowy tryb życia uzasadniają przypuszczenie, że pomimo umorzenia postępowania będzie on przestrzegał porządku prawnego (art. 66 § 1 Kk).

Jest więc prawdą, że pan wojewoda nie jest osobą skazaną, choć figuruje w Krajowym Rejestrze Karnym (na podstawie art. 1 ust. 2 pkt 2 ustawy o Krajowym Rejestrze Karnym gromadzi się dane o osobach przeciwko którym warunkowo umorzono postępowanie karne). Oznacza to również, że nie jest przestępcą (zaznaczam, że słowa „przestępca” nie używam w potocznym znaczeniu).

Nie jest natomiast prawdą, a uwypuklał to wojewoda, że nie został wobec niego wydany wyrok. W postępowaniu karnym sąd może wydać dwa rodzaje decyzji – zbiorczo nazywanych orzeczeniami – tj. wyrok lub postanowienie. Zgodnie z art. 414 § 1 Kpk, warunkowego umorzenia postępowania dokonuje się zawsze wyrokiem, a nie postanowieniem. Oznacza to, że jak najbardziej zgodne z rzeczywistym stanem rzeczy jest posługiwanie się słowem wyrok, przy nazywaniu decyzji, która zapadła w stosunku do wojewody.

Kwestia ta nie ma oczywiście większego znaczenia, gdyż niczego nie zmienia. W moim odczuciu wojewoda, który mówi, że nie zapadł wobec niego wyrok, sprawia wrażenie niekompetentnego (chciałem napisać, że wygląda to jak HGW zaprzeczająca, że jej mandat wygasł, ale ten temat wymaga głębszego opracowania, więc tego nie napiszę), a to nie wpływa na jego wiarygodność.

Karanie za mówienie prawdy

27 stycznia 2007

Olgierd Rudak w swoim blogu pisze, że w Polsce słowa prawdy mogą ściągnąć karę na osobę, która ją rozgłasza, co przyjął jako zasadę nawet Trybunał Konstytucyjny, uznając, że art. 212 Kk jest zgodny z Konstytucją. Sądzę, że przedstawiona w ten sposób teza nie jest prawdziwa i wymaga skomentowania. Sprawa nie jest bowiem tak oczywista i jednoznaczna, jak przedstawia ją autor. Nie można bowiem pomijać, że przepisy regulujące tę kwestię dotyczą różnych – zupełnie odmiennych – sytuacji.

Na początek trochę przepisów, bez których nie sposób odnieść się do komentowania rzeczywistości. Po pierwsze więc, art. 212 Kk stanowi w § 1, że kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega karze. Sankcja rośnie, jeśli czyn ten został popełniony za pomocą środków masowego komunikowania się. Różnica jest taka, że w tym drugim przypadku maksymalną karą jest kara dwóch lat pozbawienia wolności. Tyle art. 212 Kk, w który nie ma słowa o prawdziwości czy nieprawdziwości zarzutu.

Kwestia prawdziwości pojawia się dopiero w następnym przepisie, tj. art. 213 Kk.

Już w pierwszej chwili pojawia się zatem wątpliwość czy Trybunał Konstytucyjny wypowiadająć się w kwestii zgodności z konstytucją art. 212 Kk, w ogóle wypowiadał się w kwestii karania za prawdziwe zarzuty. Odpowiedź – negatywną – przynosi analiza uzasadnienia wyroku TK. Badana przez TK sprawa dotyczyła pytania prawnego przedstawionego przez Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe. W związku z tym musiał istnieć związek między rozpoznawaną sprawą a przepisem, który miał być poddany kontroli konstytucyjnej, by dopuszczalne było jego badanie. Musiał zostać również zgłoszony formalny zarzut. Na stronie 13 uzasadnienia TK wprost pisze, że umorzył postępowanie w zakresie badania art. 213 Kk z uwagi na to, że nie doszukał się jego związku z rozstrzyganą przez Sąd Rejonowy sprawą, a także z uwagi na to, że nie został zgłoszony zarzut niezgodności tego przepisu z Konstytucją.

Reasumując – badając tę sprawę TK w ogóle nie zajmował się kwestią konstytucyjności przepisów dotyczących karania za zarzut prawdziwy, a więc stawianie mu zarzutu, że godzi się na karanie osób mówiących prawdę jest nieuzasadnione.

Należy również podkreślić, że od wyroku tego trzej sędziowie (Łętowska, Safjan i Wyrzykowski), zgłosili zdania odrębne. Wszystkie trzy sprowadzają się do tego, że TK niesłusznie nie zajmował się badaniem zgodności z Konstytucją art. 213 KK (w szczególności jego § 2), a ponadto ich zdaniem art. 213 § 2 Kk jest niezgodny z Konstytucją.

Z kolei uznanie tego ostatniego przepisu za niezgodny z Konstytucją spowodowałoby, że skazanie osoby za mówienie prawdy nie byłoby możliwe. Krytyka Trybunału – odnosząca się do tego wyroku – może zatem mieć uzasadnienie o tyle tylko, o ile dotyczy uchylenia się od rozpoznania konstytucyjności art. 213 § 2 Kk, w związku z czym teza Olgierda Rudaka – przytoczona na początku – jest fałszywa.