Archive for the ‘konstytucja’ Category

Bujda Wprost nie do uwierzenia

5 października 2008

Dzisiejszy internetowy Wprost podaje wyniki sondażu prezydenckiego, w którym drugie miejsce zdobył A. Kwaśniewski. Gdy jechałem samochodem i to usłyszałem, to sobie pomyślałem, że to jakaś skończona głupota uwzględniać w sondażu osobę, która nie może kandydować. W końcu konstytucja w art. 127 całkowicie jasno wskazuje, że na prezydenta można być wybranym ponownie tylko raz.

Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że to nie żaden błąd sondażowy, tylko redakcja Wprost zabrała się za samodzielne interpretowanie konstytucji i wyszło im, że: „Słowo <<ponownie>> oznacza tylko, że prezydent może pełnić pod rząd tylko dwie kadencje. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby w 2010 r. 56-letni Kwaśniewski wystartował w walce o trzecią kadencję.” A skoro tak im wyszło, to i Kwaśniewskiego brali pod uwagę.

Tymczasem konstytucjonaliści nie mają wątpliwości, że dana osoba może sprawować urząd prezydenta maksymalnie przez 10 lat.

P. Sarnecki pisze, że „Konstytucja zezwala też Prezydentowi na ponowne ubieganie się o sprawowanie tego urzędu, dopuszcza więc sytuację funkcjonowania Prezydenta przez 10 lat. W trakcie trwania tej drugiej kadencji, nawet jeśli nie będzie to – bo nie musi być – kadencja bezpośrednio następująca po pierwszej, pozytywne dla autorytetu Prezydenta skutki dłuższego sprawowania przezeń władzy ulegają stosownemu zwielokrotnieniu” (Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz do przepisów, Zakamycze 2000).

W. Skrzydło twierdzi, że „Kadencja pięcioletnia to utrzymanie reguły, która obowiązywała już w okresie Małej Konstytucji, podobnie jak i przepis zezwalający na ponowny wybór tylko jeden raz. Oznacza to, że jedna osoba urząd ten może sprawować maksymalnie 10 lat” (Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz, Zakamycze 2002).

Z kolei B. Banaszak wprost wskazuje, że „Kadencja prezydenta trwa pięć lat. Możliwe jest tylko dwukrotne piastowanie tego stanowiska przez tą samą osobę. Z art. 127 ust. 2 wynika, że zasada ta obowiązuje bez względu na to, czy reelekcja nastąpi bezpośrednio po zakończeniu kadencji, czy też po pewnej przerwie, w której urząd prezydenta sprawował będzie ktoś inny” (Prawo konstytucyjne, Warszawa 2008).

Ciekaw jestem w związku z tym, czy redakcję stać będzie na odwołanie swoich nowatorskich teorii w następnym numerze.

Sprawę całkowicie bezkrytycznie powiela niezależna.pl Czy to naprawdę taki problem najpierw sprawdzić, a potem pisać? Taki problem zadzwonić do pierwszego z brzego prawnika? Ech…, ciekawe ile jeszcze redakcji najpierw napisze, a potem będzie się zastanawiać, że przepis jest najzupełniej jasny i ktoś, kto wymyślił, że ponownie, to jedynie dwa pod rząd, ma zbyt bujną wyobraźnię.

Reklamy

Rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego

17 lutego 2008

Koalicja rządząca pracuje nad uchwaleniem ustawy, która spowoduje rozdzielenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Prezydent Kaczyński zapowiada, że zawetuje takie rozwiązanie. Wygląda jednak na to, że weto nie ma szans, gdyż SLD ustami wicemarszałka Szmajdzińskiego zapowiada, że wesprze rząd i wspólnymi siłami odrzucą weto. Sprawa wygląda więc dość klarownie pod względem chęci.
Niezależność prokuratury w projektowanym kształcie nie podoba mi się, gdyż nad niezależnymi prokuratorami nie będzie żadnej kontroli. Można też powiedzieć, że zamiast zależeć od rządu będą zależeć od kogoś innego. Osobiście wolałbym, żeby zależeli od rządu, bo mam wpływ na to, kto będzie rządził krajem, natomiast na to, kto miałby zostać prokuratorem generalnym wpływu mieć nie będę, o ile przejdą proponowane rozwiązania. Zgodnie z tekstem projektu ustawy, kandydata na prokuratora generalnego ma powoływać prezydent, ale z dwóch kandydatów przedstawianych przez Krajową Radę Sądownictwa oraz nową instytucję Krajową Radę Prokuratorów. Tak więc wpływ społeczeństwa na osobę prokuratora generalnego będzie żaden.
W związku z tak daleko posuniętą propozycją uniezależnienia prokuratora generalnego od wszystkich władz konstytucyjnych, zadaję pytanie, czy rozwiązanie to jest zgodne z konstytucją? Od razu odpowiem, że sądzę, że nie, a w każdym razie jest to co najmniej wątpliwe. Zgodnie bowiem z art. 10 Konstytucji 2. władzę ustawodawczą sprawują Sejm i Senat, władzę wykonawczą Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i Rada Ministrów, a władzę sądowniczą sądy i trybunały. Z tego wnioskuję, że każdy organ państwowy musi podlegać którejś z wymienionych trzech władz, chyba że konstytucja stanowi inaczej, kreując podstawy do istnienia niezależnych organów, co czyni w przypadku Narodowego Banku Polskiego, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji itp.
Konstytucja nie wspomina natomiast o niezależności od konstytucyjnych władz prokuratora generalnego ani prokuratury. Oznacza to w moim przekonaniu, że są prokuratorzy powinni być zależni od jednej z trzech władz. Charakter działalności prokuratury jasno wskazuje, że nie jest to działalność ustawodawcza ani sądownicza, więc zależni powinni być – tak jak teraz – od władzy wykonawczej. Choćby w ten sposób, że szef prokuratury powoływany będzie przez rząd albo premiera.
W związku z tym sądzę, że dużo skuteczniejszym od weta mogłoby się okazać wystąpienie z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie konstytucyjności planowanego rozwiązania. Dawałoby to nadzieję na rzeczywisty efekt w postaci zablokowania zmiany, gdy z kolei weto będzie jedynie pustym gestem, który nie przyniesie żadnych skutków, trwających dłużej niż parę dni po jego odrzuceniu. W końcu wszyscy, którzy chcą i tak będą mogli się dowiedzieć, że prezydent nie chce tej ustawy.

Sąd elektroniczny

5 lutego 2008

Wielkie zaniepokojenie wzbudza we mnie pomysł wprowadzenia sądu elektronicznego dla rozpoznawania niektórych (w zamyśle – prostych, w rzeczywistości – różnie to bywa) spraw cywilnych. Uważam ten pomysł – w jego obecnym i wyobrażalnym kształcie – za szkodliwy. Być może miałbym o nim inne zdanie, gdybym posiadał więcej informacji. Nie jest to jednak możliwe, gdyż nie mam „wejść” w Ministerstwie Sprawiedliwości, a na jego stronie można znaleźć jedynie króciutką wzmiankę na ten temat w dokumencie pt. „Informacja o zamierzeniach legislacyjnych”. Napisano tam, że: „Istotą projektu będzie stworzenie jednego ogólnokrajowego sądu, do którego wnoszone byłyby pozwy w formie elektronicznej (bez dołączania dowodów) i którego orzeczenia uprawomocniałyby się w wypadku braku sprzeciwu bądź zarzutów, zaś w razie ich wniesienia pozwy byłyby przekazywane do rozpoznania sądowi właściwemu miejscowo”.

Media podchwyciły ten pomysł dość chętnie, choć jego wprowadzenie ma mieć miejsce dopiero w 2010 r., co – biorąc pod uwagę opóźnienia we wszelkiego rodzaju informatycznych wdrożeniach – może oznaczać, że nastąpi to dopiero po wyborach parlamentarnych. Oczywiście, jeśli Platforma ponownych wyborów nie wygra, to pomysł ten w ogóle może być wyrzucony do kosza.

Z pojawiających się artykułów na ten temat wynika znacznie więcej niż z informacji ministerialnej, aczkolwiek trudno stwierdzić, co jest prawdą, a co nie. W szczególności autorzy piszą, że sąd elektroniczny objąć ma jedynie sprawy z postępowania upominawczego, z wyłączeniem postępowania nakazowego (to sugeruje ministerstwo pisząc o zarzutach), a także, że akta takich spraw miałyby być prowadzone w formie elektronicznej. Niższe mają być opłaty za wniesienie pozwu tą drogą, a nakazy zapłaty mają być przekazywane komornikom drogą elektroniczną.

W związku z powyższym jawi się szereg pytań, na które Ministerstwo Sprawiedliwości powinno, w moim przekonaniu, publicznie odpowiedzieć, przed prowadzeniem dalszych prac nad pomysłem. Publicznie dlatego, by nie prowadzić w zaciszu gabinetów prac, które doprowadzić mogą do powstania potworka. Poniższe pytania są stosunkowo ogólne. Odpowiedź na pewne z nich uczyni inne bezprzedmiotowymi, ale postawi nowe. Stąd warto byłoby się nad nimi zastanowić.

1. Jeśli pozwy mają być wnoszone bez załączanych dowodów, jak sugeruje Ministerstwo, to dlaczego nakazy zapłaty mają wydawać referendarze, a nie komputer? Byłoby o rozwiązanie o wiele tańsze, a na prawa pozwanego nie wpływałoby to w żaden sposób. Z samego pozwu nie wynika przecież zasadność roszczenia. Do jej analizy, do uznania czy żądanie budzi czy nie budzi wątpliwości, konieczne jest powiązanie treści pozwu z dowodami. Brak dowodów powoduje, że nie ma czego weryfikować i praca jest automatyczna, więc nie musi jej wykonywać człowiek.

2. Obawiam się, że brak dowodów oznacza, iż każdy wierzyciel otrzyma przywilej idący znacznie dalej niż bankowy przywilej wystawiania bankowych tytułów egzekucyjnych. Czy tak będzie? Jeśli na samym tylko oświadczeniu powoda miałby bazować sąd, to wymiar sprawiedliwości stanie się fikcją, a każdy będzie mógł uzyskać dowolne orzeczenie zasądzające. Co gorsza – część z nich zostanie skierowana do egzekucji, mimo że będzie bezzasadna i może rodzić daleko idące skutki.

3. Czy rozważano, jaki wpływ na skalę wnoszonych sprzeciwów będzie miało to, że pozwany nie będzie wiedział, na podstawie jakich dokumentów dochodzone jest od niego roszczenie? Aktualnie wiele sprzeciwów nie jest wnoszone zapewne dlatego, że pozwany ma świadomość, że jest winien, gdyż dostaje fakturę, którą dostał wcześniej pocztą. Porównuje sobie oba dokumenty i nie ma wątpliwości, że wszystko się zgadza. W sytuacji, gdy tej faktury z pozwem nie dostanie, to istnieje ryzyko drastycznego wzrostu ilości sprzeciwów. Gdyby tak się stało, to cały system straci sens.

4. W jakiej formie będzie dostarczany pozew pozwanemu? Zapewne w drukowanej. Czy w związku z tym rozważano wysokość kosztów wyposażenia sądu w drukarnię? I czy koszty druku pozwów prywatnych firm mam ponosić ja, jako podatnik, czy też wierzyciel (tak jest obecnie) lub dłużnik (tak teoretycznie mogło by być)?

5. Czy wydany bez dowodów nakaz zapłaty będzie nakazem zapłaty, o którym mowa w art. 353(1) i (2) Kpc? Jeśli tak, to czy rozważano konsekwencje wynikające z prawomocności takiego nakazu i dopuszczalnymi środkami obrony dłużnika? Czy rozważano konstytucyjne prawo dłużnika do obrony w procesie, które w moim przekonaniu byłoby ograniczone w stopniu pozwalającym na zakwestionowanie konstytucyjności sądu elektronicznego? Jeśli dłużnik nie wie, na podstawie jakich dowodów wydano orzeczenie, to musi się odwołać, by je uzyskać. Wymuszono by więc na obywatelach, spółkach itd. obowiązek spodziewania się pozwu w każdym czasie. Nawet bowiem najbardziej absurdalne żądania byłyby uwzględniane. Co więcej – wymuszono by konieczność działania pozwanych, gdyż Państwo jako takie nie prowadziłoby nawet wstępnej weryfikacji żądań. Sądzę, że jest to nie do przyjęcia w świetle konstytucyjnego prawa do sądu.

Mając na uwadze powyższe względy sądzę, że pozwy bez dowodów nie przejdą. Będą one musiały być załączane w formie elektronicznej do pozwu i na tej podstawie referendarze będą wydawać nakazy, badając czy żądanie nie budzi wątpliwości. Byłoby to rozwiązanie o niebo lepsze, aczkolwiek mam wątpliwość czy tańsze od obecnego, które lekko by zmodyfikowano (o czym dalej).

Otóż także w rozwiązaniu z dowodami pojawia się pytanie, kto ma drukować odpisy pozwu z załącznikami i dlaczego miałby to robić sąd? Jeśli pozew będzie drukowany, to jeśli nie zostanie doręczony pozwanemu i wróci do sądu, to trzeba go będzie gdzieś przechowywać. Obecnie robi się to w aktach papierowych. Jak byłoby w nowym rozwiązaniu? Nie wiadomo. Jasne jest jednak, że będzie to kosztować.

Dalej – zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie, dlaczego nakazy zapłaty miałyby być przesyłane z sądu do komornika. Przecież to nie sąd, lecz wierzyciel jest gestorem postępowania egzekucyjnego i do wszczęcia tego postępowania niezbędny jest jeggo wniosek. Wierzyciel może nie chcieć kierować sprawy do egzekucji z uwagi na spłatę zadłużenia. Czy musiałby w takiej sytuacji informować sąd o tym fakcie? Nawet gdyby, to nikt by tego nie robił, bo to absurd, nie mówiąc o tym, że sąd musiałby zarządzać takimi informacjami. W efekcie do komorników trafiałaby masa nakazów zupełnie niepotrzebnie. Co więcej, aby nakaz trafił do odpowiedniego komornika, to wierzyciel musiałby już w pozwie go wskazać. A jeśli tego nie zrobi, to co? Automat przyjmujący pozwy elektroniczne nie pozwoli na wykorzystanie tej drogi? Byłoby to nielogiczne. Z drugiej strony, jeśli nakaz zapłaty nie będzie przesyłany przez sąd do komornika, to musiałby być przesyłany do wierzyciela. Jeśli będzie w formie elektronicznej, to w takiej samej formie będzie musiał być wysłany do komornika, gdyż wydrukowanie takiego nakazu unicestwi jego urzędowość. Dalej – jak okazywać dłużnikowi w trakcie czynności egzekucyjnych oryginał tytułu wykonawczego (por. art. 805 par. 2 Kpc)? Wozić laptopa prócz akt? ;] A poza tym, kto mu uwierzy, że to coś w komputerze, to tytuł wykonawczy? Przecież każdy sobie może coś takiego zrobić, a zapewne dla przeciętnego obywatela, jak coś nie jest na papierze, to nie istnieje. W sumie sądzę, że łącznie z wprowadzeniem sądu elektronicznego należałoby wdrożyć egzekucję elektroniczną. Czy rozważano tę kwestię? Wątpliwe.

Kwestią drugorzędną w tej sytuacji, są nakłady, które trzeba będzie poczynić na systemy bazodanowe, sprzęt komputerowy, superwydajne drukarki, toner itd., aby sąd elektroniczny mógł w ogóle działać. Konieczność przygotowania i przeprowadzenia przetargów w tym zakresie już budzi wątpliwość czy w ogóle takie rozwiązanie spowoduje jakieś oszczędności.

Tymczasem radykalne ograniczenie pracy sądów w postępowaniu upominawczym jest do osiągnięcia poprzez wprowadzenie dwóch przepisów i jednego rozporządzenia. Pierwszy przepis zobligowałby powoda do dołączania do pozwu wypełnionego wzoru nakazu zapłaty, drugi przepis wprowadzałby delegację dla Ministra Sprawiedliwości do ustalenia wzoru nakazu zapłaty, a rozporządzenie ustaliłoby taki wzór. Na skutek tego rozwiązania praca sądów w postępowaniu upominawczym do czasu wydania nakazu zapłaty sprowadziłaby się do tego, że referendarz sprawdziłby czy żądanie pozwu odpowiada treści załączonego projektu nakazu oraz czy z załączonych dowodów nie wynika, że żądanie budzi wątpliwości. Gdyby wszystko grało, to przybijałby swoją pieczątkę imienną (mogłaby być połączona z sądową, dla zmniejszenia ilości pracy), podpisywał się i już. Nakaz wydany – można wysłać.

Można byłoby też ograniczyć pracę jeszcze bardziej i nie doręczać nakazu zapłaty wierzycielowi przed jego uprawomocnieniem się. Dopiero wówczas, po nadaniu klauzuli wykonalności, tytuł wykonawczy byłby wysyłany wierzycielowi.

Generalnie sądzę, że w obecnie istniejące rozwiązania rozwiązania są na tyle dobre, że wystarczy je dopracować, by minimalnym kosztem osiągnąć spadek kosztów funkcjonowania sądu oraz poprawić szybkość procedowania, bez utraty gwarancji procesowych pozwanych.

PS. Jak właśnie przeczytałem (22:25), Rząd przyjął dziś założenia do tego projektu. Wyjaśniają one podstawową kwestię – pozwy mają być wnoszone bez dowodów, natomiast w pozwie ma znaleźć się dokładny opis stanu faktycznego (cokolwiek to oznacza). Reszta wskazanych przeze mnie kwestii nie została jak dotąd rozstrzygnięta.

Warunki dopuszczalności istnienia funkcji asesora

23 stycznia 2008

Wyrokiem z dnia 24.10.2007 r., sygn. akt SK 7/06, Trybunał Konstytucyjny orzekł o niekonstytucyjności art. 135 § 1 Prawa o ustroju sądów powszechnych. Uznał w ten sposób, że sprawowanie wymiaru sprawiedliwości przez asesorów jest w aktualnym stanie prawnym niedopuszczalne. Trybunał Konstytucyjny nie wykluczył jednak możliwości istnienia instytucji asesorów. Zakwestionował jedynie jej normatywny kształt, mając na uwadze okoliczność powierzania (przez ministra sprawiedliwości, a więc przedstawiciela egzekutywy) asesorom orzekania, tj. wykonywania konstytucyjnej funkcji wymiaru sprawiedliwości, bez niezbędnych także konstytucyjnie gwarancji niezawisłości i niezależności, którymi cieszą się sędziowie.

Trybunał w uzasadnieniu swojego wyroku wskazał równocześnie warunki, po spełnieniu których nie powinno być – jak sądzę – problemów z uznaniem konstytucyjności instytucji asesora.

Lista warunków:

  1. Aspekt edukacyjny (przygotowanie do funkcji sędziowskiej) mógłby stanowić konstytucyjnie legitymowany cel istnienia instytucji asesora, gdyby decyzja o powierzeniu czynności sędziowskich konkretnej osobie w konkretnym czasie była podejmowana na podstawie zobiektywizowanych kryteriów, a sędzią mógł zostać tylko taki asesor, który choćby przez pewien minimalny okres pełnił czynności sędziowskie.
  2. Instytucja asesora winna być wykorzystywana w nadzwyczajnych sytuacjach, w celu lepszej realizacji prawa do sądu.
  3. Powinien istnieć związek między zakresem uprawnień asesora a procedurami, w których ustawodawca świadomie upraszcza postępowanie lub z ustawowym pojęciem tzw. spraw mniejszej wagi.
  4. Należy uwzględnić udział Krajowej Rady Sądownictwa w procedurze powierzania asesorowi czynności sędziowskich.
  5. Konieczne jest ustawowe wprowadzenie minimalnego okresu, na który powołuje się asesora oraz okresu, na który powierza mu się funkcje sędziowskie, na tyle długiego, by pozwalał na pewien stopień stabilizacji tak w zatrudnieniu, jak i w pełnieniu funkcji sędziowskich. Trybunał sugeruje przy tym, że o ile zaakceptowałby bez wahania okres nie krótszy niż 3 lata, to okres krótszy mógłby nie być wystarczający.
  6. Konieczna jest zmiana mechanizmu uzależniającego asesora od kolegium sądu okręgowego, który polega na udzielaniu zgody na powierzenie asesorowi funkcji sędziowskich oraz opiniowaniu asesora starającego się o otrzymanie stanowiska sędziowskiego, a dodatkowo jest wzmacniany jest rolą sędziego konsultanta.
  7. Ze względu na elementarny wymiar zasady niezawisłości powodem odwołania ze stanowiska asesora, któremu powierzono wykonywanie czynności sędziowskich, powinny być wyłącznie takie wypadki, jakie dotyczą odwołania sędziów albo nawet tylko niektóre z nich. Ponadto:
    1. możliwość odwołania asesora winna być wyjątkiem od reguły;
    2. w ustawie winny być ściśle sprecyzowane okoliczności pozwalające na odwołanie asesora;
    3. o odwołaniu asesora winien decydować sąd, a nie minister;
  8. Dodatkowo należy wprowadzić wyraźny zakaz przynależenia asesora do partii politycznych.

Powyższa lista pozwala stwierdzić, że skonstruowanie stosownych przepisów jest stosunkowo proste i nie wymaga nadzwyczajnej pracy ustawodawczej. W szczególności nie byłoby potrzeby dokonywania zmian w konstytucji. Ograniczyłyby one co prawda zakres spraw, w których asesor może orzekać, ale jedynie w sprawach karnych mogłoby to spowodować pewne opóźnienia. Sprawy te po zmianie składu musiałyby się toczyć od początku, natomiast w sprawach cywilnych asesorzy musieliby po prostu „wymienić” z sędziami część swoich referatów. W konsekwencji udałoby się utrzymać instytucję asesora, co jest o tyle istotne, że osoby pełniące tę funkcję stanowiły, na dzień orzekania Trybunału, blisko 24% kadry orzekającej w sądach rejonowych.

Sprawozdania w sejmie

22 sierpnia 2007

Właśnie pani poseł Natalli-Świat wygłasza, a w zasadzie odczytuje, bo materia skomplikowana, sprawozdanie z wykonania budżetu państwa za zeszły rok. Zastanawiam się po co i nie bardzo znajduję sens tej czynności. Jest to klasyczny sposób na marnowanie czasu, za który płacą podatnicy. Nikt pani poseł nie słucha, a nawet jeśli to i tak wiele z tego nie zapamięta. Różne liczby, kwoty itp. W dodatku nieuchwalenie absolutorium chyba niczego nie wymusza na rządzie (szczególnie, jeśli głosowanie byłoby polityczne, a nie merytoryczne), w każdym razie konstytucja i ustawa o finansach publicznych milczy na ten temat.

Minęło już 25 minut sprawozdania, a przecież wystarczyłoby ten tekst powiesić w internecie i kto by był zainteresowany, to by zajrzał, a kto nie, to by zagłosował zgodnie z wytycznymi klubowymi. Są jakieś argumenty za celowością takiego procedowania? Ja ich nie widzę, bo to nie proces karny, by obowiązywać miała zasada bezpośredniości.