Archive for the ‘oskarżony’ Category

Doprowadzenie na rozprawę w postępowaniu z oskarżenia prywatnego

2 listopada 2007

Daleki jestem od odsądzania od czci i wiary asesora, który wydał zarządzenie o zatrzymaniu i doprowadzeniu dziennikarzy Gazety Polskiej. W zasadzie miałem nawet nic na ten temat nie pisać, gdyż w sytuacji, gdy jedna strona opowiada o zagrożeniach dla demokracji, a druga o ignorowaniu wymiaru sprawiedliwości, to merytoryczne teksty mają nikły sens. Jednak dzisiejsze teksty Galopującego Majora i Page’a sprowokowały mnie do skrobnięcia paru słów.

Najpierw kilka słów o samym art. 212 kk, który jest podstawą toczącego się między TVN a Sakiewiczem (więcej o sporze: tutaj). Przepis tej treści istnieje w polskim prawie karnym w zasadzie od zawsze, bo już kodeks karny z 1932 r. wprowadzał karę pozbawienia wolności za przestępstwo pomówienia. Od zawsze też przestępstwo to ścigane było z oskarżenia prywatnego. Nie ma zatem racji Major pisząc, że „paragraf, który umożliwia TVN oszczercze oskarżanie Pana Tomasza o przestępstwo, wszedł w życie dopiero w roku 1997„.

Oczywiście problemem w sprawie nie jest fakt istnienia art. 212 Kk, jak próbowała sugerować dziennikarka z TV Puls w trakcie dzisiejszej konferencji prasowej Jarosława Kaczyńskiego, tylko fakt zastosowanie w sprawie z oskarżenia prywatnego przepisów o zatrzymaniu i doprowadzeniu. Mam jednak pewną trudność z ustaleniem, jaka była podstawa wydanej decyzji. Gdyby bowiem przyjąć, tak jak Major, że był to art. 382 Kpk, to należałoby przyjąć, że jego zastosowanie nie było uzasadnione. Przepis ten brzmi bowiem: „W razie nieusprawiedliwionego niestawiennictwa oskarżonego, którego obecność jest obowiązkowa, przewodniczący zarządza jego natychmiastowe zatrzymanie i doprowadzenie lub przerywa w tym celu rozprawę albo też sąd ją odracza. Przepis art. 376 § 1 zdanie trzecie stosuje się„. Możliwość jego zastosowania, czyli zarządzenia przez przewodniczącego zatrzymania i doprowadzenia, jest warunkowana dwiema przesłankami. Po pierwsze – niestawiennictwo oskarżonego musi być nieusprawiedliwione, a po drugie obecność oskarżonego na rozprawie, na którą się nie stawił, musi być obowiązkowa. Nie wnikając głębiej w kwestie usprawiedliwiania się, stwierdzam, że w postępowaniu prywatnoskargowym obecność oskarżonego nie jest obowiązkowa, co wynika z art. 485 Kpk w zw. z art. 479 Kpk. Ten pierwszy przepis nakazuje stosować w postępowaniu prywatnoskargowym przepisy o postępowaniu uproszczonym, a ten drugi brzmi:

§ 1. Jeżeli oskarżony, któremu doręczono wezwanie, nie stawi się na rozprawę główną, sąd może prowadzić postępowanie bez jego udziału, a jeżeli nie stawił się również obrońca – wydać wyrok zaoczny.
§ 2. Jeżeli oskarżony nie stawił się na rozprawę, odczytuje się uprzednio złożone jego wyjaśnienia. Przepis art. 396 § 2-4 stosuje się odpowiednio.

Stosując art. 479 Kpk w postępowaniu prywatnoskargowym należy uznać, że skoro sąd może prowadzić postępowanie bez udziału oskarżonego, to jego obecność obowiązkowa nie jest i art. 382 Kpk nie ma zastosowania.

To jednak niestety nie wyczerpuje tematu, bowiem art. 382 kpk nie jest jedynym przepisem, który reguluje kwestie doprowadzenia na rozprawę. W szczególności oskarżonego można doprowadzić na zasadach ogólnych na podstawie art. 75 Kpk, który to przepis stanowi, że:

§ 1. Oskarżony, który pozostaje na wolności, jest obowiązany stawić się na każde wezwanie w toku postępowania karnego oraz zawiadamiać organ prowadzący postępowanie o każdej zmianie miejsca swego zamieszkania lub pobytu trwającego dłużej niż 7 dni, o czym należy oskarżonego uprzedzić przy pierwszym przesłuchaniu.
§ 2. W razie nie usprawiedliwionego niestawiennictwa oskarżonego można zatrzymać go i sprowadzić przymusowo
.

W tym wypadku znika przesłanka obowiązkowego stawiennictwa (nie pytajcie, czemu tak jest, bo nie mam pojęcia. Sądzę, że to jest bez sensu. Doprowadzenie powinno być możliwe – a nie obowiązkowe – zawsze, gdy sąd uzna to za konieczne.) , co pozwala doprowadzić na rozprawę każdego, kto nie usprawiedliwił swojego niestawiennictwa. W efekcie od swobodnej decyzji sędziego zależy czy oskarżonego, który nie usprawiedliwił swojej nieobecności doprowadzić na następną rozprawę czy nie.

Na koniec dwa zdania komentarza. Uważam, że w sytuacji, gdy oskarżony informuje sąd o przyczynach jego niestawiennictwa, natychmiastowe stosowanie doprowadzenia będzie zwykle całkowicie nieuzasadnione. Sąd nie powinien bowiem dbać o swój autorytet wsadzając oskarżonych do aresztu z byle powodu. Oskarżony częstokroć nie może przewidzieć, jak do jego wyjaśnień odniesie się sąd, który zwykle uczyni to dopiero na rozprawie, na której tego oskarżonego nie będzie. Poza tym pewne sytuacje nie są oczywiste. Czy śmierć matki lub brata jest wystarczającym powodem do niestawiennictwa? A ślub syna? A kuzynki, z którą się było w bardzo bliskich relacjach? Te wydarzenia mogą być niezmiernie ważne dla oskarżonego, a waga sprawy – stosunkowo nikła. Należy też mieć na względzie, że inna jest sytuacja oskarżonego reprezentowanego przez obrońcę, inna w toku procesu, a inna na początku. Należy też mieć na względzie, że sprawa toczy się o słowa, więc nie ma konieczności przeprowadzania żadnych skomplikowanych dowodów.

Generalnie nie widzę więc żadnej potrzeby, by na rozprawę w trybie prywatnoskargowym, siłą doprowadzać oskarżonego. Można wydać wyrok pod nieobecność, a w najgorszym razie zaoczny i niech się oskarżony martwi.

Reklamy

Postępowanie w sprawach sędziów i sądów

13 lipca 2007

Gazeta Wyborcza napisała dzisiaj, że jej dziennikarz został skazany na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu za przestępstwo pomówienia. W skrócie rzecz ujmując – dziennikarz napisał artykuł, wedle którego sędzia miał spotykać się z jedną ze stron procesu na działce tej strony, lecz nie zostało to udowodnione, w związku z czym sędzia oskarżył dziennikarza i w pierwszej instancji wygrał.

Abstrahując od samego rozstrzygnięcia i tego czy jest ono słuszne czy nie (choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że skoro dziennikarz napisał coś, czego nie potrafił udowodnić, to jego sytuacja procesowa nie jest zbyt ciekawa), uważam za niewłaściwe, by sprawy sądu lub sędziego z danego miasta rozpoznawał sąd z tego samego miasta. Klasycznym przypadkiem jest sprawa przeciwko Sądowi Rejonowemu w X., tocząca się przed tymże sądem rejonowym. Dużo gorszym – gdy pozwanym jest przełożony dla SR w X sąd okręgowy, który następnie będzie rozpoznawał odwołanie. Sądzę, że jest to zdecydowanie niewłaściwa sytuacja, która rodzi podejrzenie istnienia takiej okoliczności, która  – cytując kodeks – mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności. Uważam przy tym, że nie ma uzasadnienia, aby w każdej sytuacji sędziowie wyłączali się z własnej woli. W końcu każdy z nich uważa – i słusznie – że może doskonale i  w pełni obiektywnie rozpoznać taką sprawę, a jeśli toczy się ona z udziałem sędziego, to może nawet go nie znać. Nie o to jednak chodzi, by stawiać zarzuty komukolwiek, tylko by ich uniknać tam, gdzie można i minimalizować możliwości niewłaściwych zachowań, od których ludzie jako całość, wolni nie są. Dlatego kwestie takie powinny być rozstrzygnięte na poziomie ustawowym i powinny obligować do przekazywania sprawy – choćby na wniosek strony – do innego okręgu/apelacji.

W cytowanej sprawie sytuacja jest tego typu właśnie – orzekał Sąd Rejonowy w Lublinie, a oskarżał dziennikarza sędzia z Lublina z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Taka sytuacja zawsze może stwarzać w subiektywnej ocenie strony przeciwnej, zagrożenie dla bezstronności składu.

W kontekście artykułu może się wydawać, że utajnienie procesu miało na celu ukrycie czegoś. Tak oczywiście nie było, bowiem zgodnie z art. 359 Kpk sprawy o pomówienie toczą się niejawnie, chyba że pokrzywdzony wniesie o jawność.

Tymczasowe aresztowanie

7 lutego 2007

Art. 258 § 1 Kpk stanowi, że jeżeli oskarżonemu (lub podejrzanemu) zarzuca się popełnienie zbrodni lub występku zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 8 lat, potrzeba zastosowania tymczasowego aresztowania w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania może być uzasadniona grożącą oskarżonemu surową karą. Przepis ten konstruuje samodzielną przesłankę zastosowania tymczasowego aresztowania w postaci grożącej oskarżonemu surowej kary. Powyższe oznacza, że już samo tylko postawienie zarzutu popełnienia wystarczająco ciężkiego przestępstwa jest wystarczające do tego, by osobę niewinną pozbawić wolności i umieścić w areszcie.

Z punktu widzenia organów ścigania przepis jest bardzo korzystny. Pozwala bowiem umieścić potencjalnego sprawcę w areszcie – najczęściej na 3 miesiące – i prowadzić w dokładnie i spokojnie postępowanie przygotowawcze.

Z punktu widzenia aresztowanego, jest to instytucja, która de facto uniemożliwia mu uchronienie się od aresztowania. Skoro bowiem istotną sprawą przy ocenie podstaw do zastosowania aresztowania są jedynie kwestie dotyczące wysokiej kary, to żadne argumenty, inne niż dotyczące zasadności postawionego zarzutu (tj. takie, które prowadziłyby do zmiany przedstawionego zarzutu na taki, za który groziłaby niższa niż 8 lat kara pozbawienia wolności), nie mogą wpłynąć na decyzję o aresztowaniu. Można wręcz powiedzieć, że taka konstrukcja przepisu pozwala na automatyczne stosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanych o popełnienie wszystkich przestępstw zagrożonych karą co najmniej ośmiu lat pozbawienia wolności,

Uważam, że ta regulacja może naruszać 41 ust. 1 w zw. z art. 31 ust. 1 Konstytucji.

Wydaje się bowiem, że regulacja ta jest wewnętrznie sprzeczna. Z jednej bowiem strony pozwala na automatyzm stosowania tymczasowego aresztowania (grożąca wysoka kara) i abstrahuje od zachowania podejrzanego, a z drugiej wymaga stosowania tego środka tylko do zabezpieczenia toku postępowania. Równocześnie kreuje domniemanie, którego nie sposób obalić, że wysoka kara sama z siebie wpływa w ten sposób na zachowanie oskarżonego, że grozi to prawidłowemu tokowi postępowania.

W moim przekonaniu grożąca wysoka kara w żaden sposób nie wpływa sama z siebie na prawidłowy tok postępowania. Wpływać na to może jedynie zachowanie się oskarżonego przed i po postawieniu zarzutów. Nie sposób jednak założyć z góry, że oskarżony, któremu grozi kara 8 lat pozbawienia wolności, z tego tylko względu będzie zaburzał prawidłowy tok postępowania, a oskarżony, któremu grozi 5 lat – nie będzie. Rozwiązanie to nie jest poparte żadnymi badaniami, a jest arbitralną decyzją ustawodawcy, który określił poziom kary, od którego można stosować domniemanie, na taką akurat wielkość.

Istniejące rozwiązanie konstruuje też odpowiedzialność zbiorową. Zakłada ono bowiem, że każdy komu grozi wysoka kara, będzie wpływał na prawidłowy tok postępowania. Nie wykluczam, że w niektórych przypadkach tak jest, ale nie oznacza to, że każdy ma z tego powodu ponosić konsekwencje.

Istniejące rozwiązanie jest tym bardziej błędne, że oskarżony nie zawsze ma możliwość wpływania w jakikolwiek sposób na czynności postępowania (np. wtedy, gdy czeka się na opinie biegłych), a już prawie nigdy na takie czynności, które są niepowtarzalne. Wydaje się, że w tym miejscu można dostrzec kolejną sprzeczność – skoro oskarżony jest niewinny – a za takiego się go uznaje – to dlaczego ma wpływać na prawidłowy tok postępowania? Przecież w ten sposób mógłby potwierdzać swoją winę, a to nie leży w jego interesie. Wynika z tego, że ustawodawca z jednej strony konstruuje domniemanie niewinności, a z drugiej strony ustanawia rozwiązania, które temu domniemaniu przeczą.

Rozwiązaniem, które w moim przekonaniu zabezpieczałoby w pełni interesy osób niewinnych byłoby ustalenie podstaw tymczasowego aresztowania w taki sposób, by nie było możliwe automatyczne rozstrzyganie w tym przedmiocie. Nawet, gdyby posiłkować się jakiegoś rodzaju domniemaniem, to musiałyby istnieć równocześnie jasne przesłanki pozwalające na jego obalenie.