Archive for the ‘przestępstwo’ Category

Podsłuch

2 sierpnia 2007

Z doniesień medialnych zdaje się wynikać, że uniewinnienie Siemiątkowskiego nastąpiło dlatego, że nie było zgody na jego podsłuchiwanie, a jedynie zgoda na podsłuchiwanie jego rozmówcy. W związku z tym Sąd pominął ten dowód jako nielegalny i nie znalazł dowodów winy. Być może kierowały nim jeszcze inne motywy, ale ich nie poznamy z uwagi na utajnienie znacznej części procesu.

Niemniej jednak wydaje się, że ograniczenia ustawowe w zbieraniu materiału dowodowego są ustanowione aktualnie w sposób wadliwy.
Ja osobiście nie widzę nic zdrożnego w tym, że prokurator mając legalnie założony podsłuch przeciwko jakiejś osobie, stawia zarzuty jej rozmówcy, przeciwko któremu podsłuch założony nie był, ale który sam się napatoczył i naopowiadał różne historie. Nie ma w tym dla mnie żadnego problemu. Oczywiście, można powiedzieć, że prokuratura winna była uzyskać zgodę na podsłuch wobec takiego delikwenta, ale szczerze mówiąc uważam to za zbędną biurokrację. Założeniem podsłuchiwania jest przecież to, że usłyszy się nie tylko tego, przeciwko komu podsłuch założono, ale także jego rozmówcę. Zatykanie uszu na słowa wypowiedziane przez tego ostatniego i udawanie, że on nic nie powiedział, uważam za niepoważne, a szermowanie w tym zakresie hasłami wolnościowymi – za nadużycie. Niestety, ale jeśli ktoś prowadzi rozmowy z osobą legalnie podsłuchiwaną i opowiada rzeczy, mogące stanowić podstawę do postawienia jemu samemu zarzutu w oparciu m. in. o te zeznania, to winno mu się te zarzuty stawiać, a nie udawać, że gość nic nie zrobił, bo ktoś nie dał do podpisania jakiegoś papieru.

Patrząc bowiem na tę sprawę można by powiedzieć, że stosowanie wtyczek osobowych również jest nielegalne, bo taka wtyczka może podsłuchać różne historie od osób, przeciwko którym w założeniu akcja kierowana nie była. Ale na szczęście jakoś nikomu nie przychodzi do głowy (jeszcze?), by zakazywać zeznań przeciwko osobom, co do których śledztwo nie było prowadzone od początku.

Kończąc – moim zdaniem, aby rozmówcom można było stawiać zarzuty na podstawie podsłuchiwanej rozmowy, to podsłuch musi być legalny. Sądzę jednak, że zupełnie wystarczającą gwarancją procesową jest ta, by podsłuch był zaakceptowany tylko wobec jednego z rozmówców. Inne rozwiązania chronią jedynie przestępców, ułatwiają pracę adwokatom i demoralizują społeczeństwo, które raczej nie zrozumie, dlaczego ktoś, kto coś zrobił i nawet się do tego przyznał, nie będzie za to odpowiadał.

Reklamy

Postępowanie w sprawach sędziów i sądów

13 lipca 2007

Gazeta Wyborcza napisała dzisiaj, że jej dziennikarz został skazany na karę pozbawienia wolności w zawieszeniu za przestępstwo pomówienia. W skrócie rzecz ujmując – dziennikarz napisał artykuł, wedle którego sędzia miał spotykać się z jedną ze stron procesu na działce tej strony, lecz nie zostało to udowodnione, w związku z czym sędzia oskarżył dziennikarza i w pierwszej instancji wygrał.

Abstrahując od samego rozstrzygnięcia i tego czy jest ono słuszne czy nie (choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że skoro dziennikarz napisał coś, czego nie potrafił udowodnić, to jego sytuacja procesowa nie jest zbyt ciekawa), uważam za niewłaściwe, by sprawy sądu lub sędziego z danego miasta rozpoznawał sąd z tego samego miasta. Klasycznym przypadkiem jest sprawa przeciwko Sądowi Rejonowemu w X., tocząca się przed tymże sądem rejonowym. Dużo gorszym – gdy pozwanym jest przełożony dla SR w X sąd okręgowy, który następnie będzie rozpoznawał odwołanie. Sądzę, że jest to zdecydowanie niewłaściwa sytuacja, która rodzi podejrzenie istnienia takiej okoliczności, która  – cytując kodeks – mogłaby wywołać uzasadnioną wątpliwość co do bezstronności. Uważam przy tym, że nie ma uzasadnienia, aby w każdej sytuacji sędziowie wyłączali się z własnej woli. W końcu każdy z nich uważa – i słusznie – że może doskonale i  w pełni obiektywnie rozpoznać taką sprawę, a jeśli toczy się ona z udziałem sędziego, to może nawet go nie znać. Nie o to jednak chodzi, by stawiać zarzuty komukolwiek, tylko by ich uniknać tam, gdzie można i minimalizować możliwości niewłaściwych zachowań, od których ludzie jako całość, wolni nie są. Dlatego kwestie takie powinny być rozstrzygnięte na poziomie ustawowym i powinny obligować do przekazywania sprawy – choćby na wniosek strony – do innego okręgu/apelacji.

W cytowanej sprawie sytuacja jest tego typu właśnie – orzekał Sąd Rejonowy w Lublinie, a oskarżał dziennikarza sędzia z Lublina z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Taka sytuacja zawsze może stwarzać w subiektywnej ocenie strony przeciwnej, zagrożenie dla bezstronności składu.

W kontekście artykułu może się wydawać, że utajnienie procesu miało na celu ukrycie czegoś. Tak oczywiście nie było, bowiem zgodnie z art. 359 Kpk sprawy o pomówienie toczą się niejawnie, chyba że pokrzywdzony wniesie o jawność.

Przestępstwo naruszenia miru domowego

23 czerwca 2007

Jak wiadomo od paru dni w kancelarii premiera przebywają cztery pielęgniarki, które nie chcą opuścić tego lokalu z przyczyn dość dla mnie niejasnych. Z informacji dobiegających z mediów wynika, że najważniejszą z nich jest ta, iż premier nie chce z nimi rozmawiać w miejscu i czasie przez pielęgniarki wybranym, tylko stawia swoje warunki.

Tymczasem zgodnie z art. 193 Kodeksu karnego kto wbrew żądaniu osoby uprawnionej nie opuszcza domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Czyn taki jest zatem przestępstwem, o ile jest popełniony umyślnie, a jego społeczna szkodliwość jest wyższa niż znikoma.

Z punktu widzenia prawa karnego, nie ma zatem znaczenia dla oceny bezprawności czynu, jakimi motywacjami kieruje się osoba, która mimo wyraźnego żądania osoby uprawnionej, nie opuszcza lokalu, w którym się znajduje nie mając do tego prawa. Motywy te byłyby natomiast uwzględniane przy ustalaniu społecznej szkodliwości i ewentualnie wysokości kary, gdyby okazało się, że społeczna szkodliwość jest wyższa niż znikoma.

Trudno zatem oceniając sprawę z punktu widzenia przepisów i odrzucając uprzedzenia polityczne uznać, że zachowanie pielęgniarek jest bez zarzutu. Ratio legis przestępstwa z art. 193 Kk jest ochrona osoby władającej lokalem czy mieszkaniem przed koniecznością znoszenia w nim obecności osoby nieuprawnionej i wezwanej do opuszczenia.  Z tego punktu widzenia nie dziwi mnie zupełnie stanowisko premiera, który oczekuje, że osoby naruszające prawo zaprzestaną tego i opuszczą teren kancelarii.

Uważam jednak, że zupełnie niepotrzebne byłoby stosowanie na tym etapie sprawy, siły przy ich usuwaniu. Sądzę bowiem, że premier (czy też zarządca – w każdym razie osoba uprawniona do zarządzania terenem kancelarii) winien jedynie oficjalnie zawiadomić prokuraturę o popełnieniu przestępstwa (choć faktycznie prokuratura powinna wszcząć postępowanie z urzędu, bowiem przestępstwo z art. 193 Kk jest ścigane z oskarżenia publicznego, więc wniosek nie jest potrzebny – wystarczy uzasadniona informacja). Wówczas prokuratura powinna wszcząć postępowanie wyjaśniające i wezwać na przesłuchanie osoby znajdujące się w kancelarii. W razie ich niestawiennictwa, powinna zastosować przewidziane prawem środki dyscyplinujące świadków, z których ostatecznym jest doprowadzenie przez policję. Sądzę bowiem, że dopiero wówczas zasadne byłoby użycie przymusu. Byłoby to jednak motywowane nie tym, że pielęgniarki nie chcą opuścić terenu kancelarii, ale tym, że nie stawiają się na wezwanie uprawnionego organu celem złożenia zeznań.